sobota, 9 stycznia 2016

Rozdzial I

Rodzice nie byli zadowoleni że wyjeżdżam. Nie znali powodu dla którego ich opuszczam, nie powiedziałam im o Hannie i Ianie ale tylko dlatego że nie chciałam aby byli smutni. Byli jednak smutni że moje relacje z siostrą się zniszczyły, od tamtego momentu nie zamieniłam z nią ani jednego słowa, powiedziałam jej tylko żeby się do mnie nie zbliżała. Nie mogli też zrozumieć że przestałam się spotykać z Ianem, którego uważali za mojego przyszłego męża, zerwałam kontakty ze znajomymi, nie chciałam się przyjaźnić z kimś kto wiedział o wszystkim a na to pozwolił. Zerwałam kontakty z tamtym życiem. Z żalu wpadłam w anoreksję, nic nie jadłam, nie wychodziłam z pokoju, piłam, czasami nawet ćpałam. Rodzice zrozpaczeni tym co sobie zrobiłam wysłali mnie na leczenie, dzięki nim stanęłam na nogach, zaczęłam jeść i ćwiczyć, aby moja sylwetka była taka jak dawniej, przestałam pić i nic nie brałam. Z pomocą taty wyremontowała pokój na strychu, był zdziwiony że rezygnuję z mojego dawnego pokoju który był duży i przestronny a przenoszę się do małej klitki. Kiedy prawie wszystko wróciło do normy postanowiłam iść na studia i wyjechać z miasta. Rodzice byli smutni ale wiedzieli że nowe otoczenie może mi pomóc, zauważyli że nie robię już zdjęć, więc na po żegnalny prezent kupili mi bardzo drogi aparat za co byłam im wdzięczna jednak uważałam to za nie potrzebne ponieważ miałam swoje dawne aparaty, ale wymyślili że powinnam mieć coś bardziej profesjonalnego. Wyszukałam bardzo dobra uczelnie najdalej jak mogłam, Uniwersytet w Chicago miał bardzo dobrą ofertę, zwłaszcza kierunek artystyczny i graficzny, kochałam robić zdjęcia i wiedziałam że chcę to robić w przyszłości, mimo iż miałam przerwę moja pasja nie zanikła a nawet mogłabym powiedzieć że moja wena pojawiła się jeszcze silniejsza. Znalazłam pokój który był całkiem tani, prawie w centrum. Od razu zadzwoniłam do pary która chciała wynająć pokój, byłam szczęśliwa kiedy usłyszałam że oferta nadal aktualna. Dziewczyna z którą rozmawiałam wydawała mi się w porządku, zaproponowała mi ze mogę przyjeżdżać i wprowadzać się od razu. Ucieszyłam się bo chciałam jak najszybciej opuścić miejsce które przywoływała tyle wspomnień. Zamówiłam bilet do Chicago na za kilka dni, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, pożegnałam się z rodzicami i teraz jestem tu. W samolocie siedząc obok dziecka która strasznie mnie denerwuje ale nic i nikt nie zepsuję mi tego dnia. Mimo iż lot trwał długo to uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Sara, moja nowa współlokatorka z którą miałam dobry kontakt obiecała mi że przyjedzie na lotnisko. Nie mogłam się doczekać kiedy oddadzą mi bagaże i rozpocznę swoje nowe życie. Mając już swoje bagaże stanęłam na miejscu gdzie powinna być Emily, ale nikogo nie było. Poczułam tremę, a jeżeli się nie pojawi i będę musiała sama dotrzeć do mieszkania. A byłam całkowicie ciemna jak mogłabym to zrobić jedynie zamówić Taxi ale wtedy musiałabym podać kierunek. Położyłam walizki na ziemi i wyciągnęłam telefon z torebki, dobrze że miałam do niej numer.

-Nicol Lloyd ?

Kiedy usłyszałam swoje imię, odciągnęłam wzrok od ekranu telefonu i popatrzyłam w ciemne oczy przystojnego chłopaka o ciemnych włosach. Wpatrzona w te piękne oczy próbowałam cofnąć się o krok zapominając o walizkach które chwile temu tam położyłam. Straciłam równowagę i prawie bym upadła gdybym nie przystojniak który złapał mnie w swoje ramiona. Zawsze byłam typem romantyczki, chciałam miłości takiej jak są w książkach ale od momentu kiedy Ian mnie zdradził straciłam wiarę w miłość i mężczyzn. Przed tym incydentem byłabym zachwycona ale teraz chciałam się wydostać z jego ramion. Ale on chyba nie zamierzał tego zrobić bo wpatrywał się we mnie tymi magnetycznymi oczami, nie ruszając się nawet o milimetr. Przerażona nie wiedziałam co zrobić więc mając tylko jedno wyjście, kopnęłam go w kolano, nie zamierzałam tego robić zbyt silnie ale jednak tak aby zdobyć to co chciałam. I chyba się to nie udało gdyż chłopak krzyknął z bólu, odciągnął mnie od siebie i chwycił się za kolano.

Zobaczył moją oburzoną minę i zaczął chichotać, muszę przyznać że dodawało mu to uroku. O czym ja myślę, jaki urok ! Muszę przestać patrzeć w te jego magnetyczne oczy.

-Może następnym razem to powiesz a nie będziesz mnie kopać ?

-Może następnym razem pozwolisz że sama sobie poradzę ?

-Prawie upadłaś !

-Ale z ciebie bystrzak.

Uśmiechnął się łobuzersko, machnęłam tylko rękami i próbowałam dojrzeć Emily. Niestety nigdzie jej nie było. Przechyliłam się aby zobaczyć czy aby nie stoi za nim.

-Kogo szukasz ? – zapytał nadal uśmiechnięty.

A co mu do tego ?

-Mojego chłopaka, trochę się spóźnia.

Nie wiem czemu skłamałam, nie chciałam żeby myślał ze mam chłopaka ale rozum podpowiadał mi co innego. Popatrzyłam na zegarek aby się upewnić czy aby podałam jej poprawną godzinę. Było w pół do siódmej, więc nie mogłam się pomylić.

Chłopak wciąż stał i przyglądał mi się ciągle chichocząc i musze przyznać że bosko wtedy wyglądał. O nie! Żadnych facetów. Obiecałam sobie że już nigdy nie zrobię nic pochopnego, a ten koleś mi tak wyglądał. Po chwili przypomniałam sobie że znał moje imię.

-Skąd znałeś moje imię ?

Wybuchnął śmiechem. Dopiero teraz zauważyłam ze był ubrany w czarne spodnie z dziurami oraz czarny podkoszulek opinający jego szczupłą a zarazem umięśnioną sylwetkę.

-Mam przetransportować cię do mieszkania Emily, bystrzaku .

Jak to ? Emily go po mnie przysłała ? O nie ! Czyli wie że skłamałam co do tego że miał po mnie przyjechać mój chłopak ! Od razu się zaczerwieniłam, i chyba to zauważył bo nie mógł pohamować chichotu. Wziął moje walizki, chciałam sięgnąć po jedna jednak on ruszył już w kierunku wyjścia. Założyłam torebkę na ramię i włożyłam telefon do tylnej kieszeni aby w razie potrzeby szybko go wyciągnąć. Szłam za nim, rozglądając się dookoła czy jest ktoś kto w razie potrzeby mi pomoże, niestety były pustki. Chłopak stanął przed czarnym audi wyciągnął z kieszeni kluczyki. Stanęłam przerażona. Otworzył drzwi od strony pasażera i zerknął na mnie pytająco.

-Jakiś problem ? –uśmiech nie schodził mu z twarzy

Założyłam ręce na piersi.

-Skąd mogę wiedzieć że nie jesteś jakimś kłamcą i gwałcicielem ?

Roześmiał się. No cóż cieszę się że go doprowadzam do śmiechu.

-Myślisz że jestem gwałcicielem ?

Pokiwałam głową. Tak naprawdę to w to nie wierzyłam z taki przystojny mężczyzna mógłby być gwałcicielem, na pewno miał powodzenie u dziewczyn co do tego nie miałam wątpliwości.

-A czy możesz uwierzyć mi na słowo ? Muszę dowieźć cię na określoną godzinę inaczej Emily mnie zabiję, poza tym mam plany. Nie mogę całą noc tutaj stać.

Znał imię mojej współlokatorki więc najwidoczniej nie był gwałcicielem. Niechętnie wsiadłam na miejsce pasażera, kładąc torebkę i aparat na kolanach. On w tym czasie włożył moje ciężkie walizki do bagażnika. W mgnieniu oka siedział już obok mnie na miejscu dla kierowcy i wyjeżdżał z parkingu przed lotniskiem. Siedzieliśmy w milczeniu, raz na jakiś czas przyglądałam mu się ale tak żeby tego nie zauważył. Raz się zapomniałam i przyglądałam się jego idealnych ustach zbyt długo, uśmiechnął się i zerknął w moje oczy. Ach te jego głębokie zielone oczy. Skarciłam się w myślach. Poczułam że się czerwienie a on tylko się uśmiechnął i kciukiem musnął mój policzek który teraz z pewnością był w kolorze dojrzałego pomidora. Odwróciłam wzrok przyglądając się swoi paznokciom. Potrzebowałam pedikiuru.

-Może opowiesz mi coś o sobie bystrzaku ? - spytał mnie

Popatrzyłam na niego. Nie wyglądał jakby ze mnie szydził raczej był bardzo zainteresowany co mnie skłoniło do przeprowadzki.

-Idę na studia

-A więc studentka – uśmiechnął się

Znów chwile milczenia, teraz to ja przerwałam tą ciszę.

-Jaka jest Emily?

-Jest bardzo miłą osobą, uwierz mi polubisz ją. Jest również bardzo przekonywująca czego dowodem może być to że właśnie odwożę cię do jej mieszkania.

Mówił o niej z ... miłością ? Zastanawiałam się czy są razem.

-Czy wy .. ? No .. jesteście razem ?

Popatrzył na mnie że moje policzki które chyba już wróciły do normalnego bladego koloru znowu są bardzo czerwone.

-Nie, Alan by mnie chyba zabił gdybym się do niej zbliżył na milimetr.

A więc to nie był mój współlokator. Nie wiem czy poczułam żal czy radość, nie miałabym nic przeciwko gdyby mieszkał tam gdzie ja, jednak cieszyłam się że nie jest z Emily. O czym jak w ogóle mówię. Nie szukam teraz chłopaka. Energicznie się odwróciłam, zaśmiał się tylko i na tym skończyła się nasza rozmowa. Droga z lotniska do mieszkania Emily była bardzo długa, po kilku minutach milczenia, chłopak który obok mnie siedział chyba zrozumiał że to koniec rozmowy i włączył radio. Rockowa muzyka lecąca z głośników zagłuszała moje wzdychanie na widok miasta które teraz miało być moim domem. W końcu zatrzymaliśmy się przed wysokim budynkiem, obok innych wypasionych fur. No cudownie, dzielnica bogaczy. Zastanawiałam się dlaczego Emily i Alan wynajmowali pokój tak tanio skoro jest warte o wiele, wiele więcej.

-Jesteśmy na miejscu – powiedział wyciągając kluczyki ze stacyjki.

-Dzięki za podwózkę.

-Emily zaraz powinna się pojawić, już wysłałem jej sms że dotarłaś bezpiecznie.

-Nie wchodzisz ? - pokazałam na budynek.

Pokręcił głową.

-Muszę jechać – uśmiechnął się.

O matko. Ten uśmiech będzie mi się śnił do końca życia.
I w tym samym czasie, z klatki schodowej wyszła wysoka dziewczyna z burzą rudych włosów. Uśmiechała się od ucha do ucha, muszę przyznać że wyglądała w rudych włosach przepięknie. Miała na sobie czarne spodenki biała bluzeczkę na ramiączkach.

-Nareszcie jesteście.

Wyszliśmy z samochodu. Chłopak zajął się wyciąganiem walizek, ja natomiast od razu wpadłam w ramiona mojej przyszłej współlokatorki.

-Cieszę się że już jesteś. Mam nadzieję ze był dla ciebie miły – powiedziała uśmiechnięta patrząc na chłopaka

-Przecież wiesz że ja zawsze jestem miły i pomocny.

Emily pokręciła głową, trzymając mnie za rękę. Chłopak położył moje walizki na ziemi przed nami, zasalutował nam zabawnie ukazując przy tym żąd białych zębów i wskoczył do samochodu.

-Nawet nie wiem jak masz na imię – zdążyłam powiedzieć zanim zamknął drzwi.

Mrugnął do mnie i odjechał. Pewnie znowu się zaczerwieniłam bo Emily tylko się roześmiała i pociągnęła mnie do środka klatki schodowej. Zaczęło się moje nowe życie.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka